czol1050c

12-21 sierpień 2013 roku (369-378 dzień)

287

No ileż można patrzeć na te czerwono-suche krajobrazy? W końcu dojeżdżamy do stanu Queensland, gdzie wita nas zieleń, błękit i żółty piasek. Mamy już mało czasu, więc ta część wycieczki trochę zbyt pospieszna, ale z drugiej strony krajobrazy podobne do tych, które już widzieliśmy na południowym wybrzeżu. Jedziemy więc sobie bez fajerwerków, aż tu po jednym z noclegów za wycieraczką auta niespodzianka. Dostaliśmy mandat za biwakowanie w miejscu niedozwolonym. Naszym zdaniem niesłusznie – nie było żadnego znaku! Odwołujemy się, ale bez skutku. Piszemy jeszcze mejla z argumentami nie do odparcia i udało się – mandat uchylony, na koncie więcej kasy i pierwsza wygrana sprawa na obczyźnie!

Brakowało nam zieleni więc zahaczamy o kilka parków narodowych. W Eungella, wypatrujemy w rzece dziobaków. Nie wiem jak wam, ale nam wydawało się, że są większe. Za to nadrabiają pociesznością.

Jakby tego było mało na jednym z kempingów mamy nocnego gościa. Najwyraźniej przyszedł ogrzać się przy ognisku, tudzież ognisko znajdowało się na drodze do jego drzewa. Widać, że nie byliśmy pierwszymi intruzami na jego terytorium bo w ogóle się nas nie boi. Pozuje do zdjęć, śmieje się z dowcipów i próbuje dobrać się do wina. Podobno oposy tak mają.

Ciągle jednak mało nam zwierzaków. Nawet koala, którego widzieliśmy po drodze okazał się wombatem. Australijska fauna miała dosłownie skakać po drogach, a tu nic tylko zwłoki potrąconych przez samochody kangurów. Mamy podejrzenie, że i te podrzucają, żebyśmy wierzyli, że Australia to faktycznie kangurza kraina. Odchodząc jednak od spiskowej teorii kangurzych dziejów uznajemy, że jest zima i nikomu, nawet kangurom, nie chce się wychodzić z zacisznych norek (lub innych przybytków, w których zamieszkują torbacze). Żeby zaspokoić nasz apetyt na zwierzaki robimy dwie rzeczy. Jedna to wizyta w Lone Pine Koala Sanctuary, a druga to stek z kangura. Wyszedł krwisty, więc prawie jak żywy. Z koalowego zoo natomiast, gdyby nie zdjęcia Gabi i Pawła, nie mielibyśmy żadnej pamiątki, bo komuś zapomniało się wyjąć karty z komputera po zgrywaniu zdjęć (wizjera ciągle brak).

A co pasuje do kangura? No oczywiście, że placki ziemniaczane, a przynajmniej czymś polskim chcemy poczęstować Roya – znajomego pani Małgosi z Marymontu (serdecznie pozdrawiamy!). Placki wyszły przepyszne, stek mógł się jednak trochę dosmażyć, ale przede wszystkim miło było pokrzątać się po prawdziwej kuchni i pospać w łóżku zamiast w samochodowych kojach.

I na tym kończy się nasza wspólna wycieczka z Gabi i Pawłem. Oni na Fidżi, a my jeszcze na chwilę do Sydney do naszej nowej „australijskiej” rodzinki.

wroc1 wzor dalej2
 
 Rzeźby termitów
 
 Pora wydostać się z pustkowi. Queensland wita!
 
 Ognicho
 
 Było ostrzeżenie przed zwierzakami to teraz przed pociągami na drogach.
 
 W sklepie można się zaopatrzyć w mięso ze skaczącego zwierzaka.
 
 Przy muzeum dinozaurów
 
 W paszczy stwora
 
 Niebezpieczne ulice
 
 Kawiarenka internetowa w toalecie - czyli w poszukiwaniu prądu...
 
 Dotarliśmy do Townsville.
 
 Plaża w Townsville
 
 Niestety skalny basenik był nieczynny.
 
 Niezły łup
 
 Townsville
 
 Townsville
 
 McDonald dla spragnionych
 
 Łódka odpłynęła a skrzynka pocztowa została.
 
 W Queensland jest zieloniutko
 
 Jadźwing z koleżanką, może coś z tego będzie.
 
 Spacerowiczka
 
 Z zimy wpadliśmy prosto w lato.
 
 Niektórzy nie przetrwali mrozów.
 
 Smakołyki ze złapanego zwierza.
 
 Zwierz był już pomielony, więc wyszło kapitalne spagetti ala Racuszek (pozdrowienia dla Gabi i Pawła)
 
 Airlie Beach
 
 No i jak tu się bezstresowo wysiusiać?
 
 W drodze do parku narodowego
 
 Park Narodowy Eungella
 
 Australijski indyk
 
 Ubranko dla drzewa
 
 Tak się gziły, że aż drzewo przewróciły.
 
 Czekamy na platypusy
 
 Nie wynurzyły się, więc poszliśmy w las.
 
 Park Narodowy Eungella
 
 Park Narodowy Eungella
 
 Park Narodowy Eungella
 
 Próba druga udana. Platypus, czyli dziobak, szalał nurkując w rzeczce.
 
 Ptasior mu pozzazdrościł i nawet dłużej wytrzymywał pod wodą.
 326a
 Henio pozdrawia Olę Sz. (tradycyjnie)
 
 Zielono jak w australijską zimę.
 
 W drodze do wąwozu Finch Hatton.
 
 W wąwozie Finch Hatton
 
 Lubią się!
 
 Wodospad
 
 W wąwozie Finch Hatton
 
 W wąwozie Finch Hatton
 
 Skok
 
 Trzeba zmykać
 
 Mieliśmy niezły ubaw z Kookaburr, dopóki nie zaczęły atakować każdego kto trzymał kanapkę w dłoni.
 
 No i dalej nie pojedziesz.
 
 Nocleg przy plaży Carmila
 
 Mimo wszystko się wyspaliśmy - oprócz nocnego incydentu z uwięźniętym palcem pewnego turysty... Długo by opowiadać.
 
 Cały dzień tylko jechaliśmy i jechaliśmy, więc kolacja musi być solidna.
 
 Może nie prezentuje się zbyt zacnie ale było to najlepsze sadzone z ziemniaczkami oraz marchewką z groszkiem od ponad roku!
 
 Ranny ptaszek, czyli czas na poranną toaletę.
 
 Deserowe śniadanie w wykonaniu Gabi - mniam!
 
 W pobliżu Rockhampton
 
 To chyba papuga
 
 W pobliżu Rockhampton
 
 Noosa
 
 Park Narodowy Noosa
 
 Park Narodowy Noosa
 
 Park Narodowy Noosa
 
 Park Narodowy Noosa
 
 Park Narodowy Noosa
 
 Park Narodowy Noosa
 
 Park Narodowy Noosa
 
 Park Narodowy Noosa
 
 Park Narodowy Noosa
 
 Park Narodowy Noosa
 
 Przelotem
 
 Park Narodowy Noosa
 
A pod Brisbane, na parkingu, mieliśmy towarzystwo.
 
 Opos był bardzo ciekawy turystów z drugiej półkuli
 
 Miksujemy
 
 A teraz trochę australijskich zwierzaków z Lone Pine Koala Sancturary. Niestety bez LCD i bez karty w aparacie nie da się robić zdjęć. Skorzystaliśmy więc z uprzejmości Gabi i Pawła - dzienks! (więcej zdjęć znajdziecie na stronie www.366dni.com)
 
 Ty! Gołąb! Wyfruwaj z kadru! To ja jestem gwiazdą! / fot. Paweł
 
 Był też pokaz ptaków. / fot. Paweł
 
 Lone Pine Sanctuary / fot. Paweł
 
 Pokazowe golenie owieczki. / fot. Paweł
 
 Leniwy ten gad / fot. Paweł
 
 A oto i jedna z gwiazd sanktuarium. / fot. Paweł
 
 Lone Pine Sanctuary / fot. Paweł
 
 Koale przyjmują prześmieszne pozy podczas drzemki a śpią prawie cały czas - nawet 20 godzin na dobę. / fot. Paweł
 
 Dowód obecności w Lone Pine Sanctuary 
 
 Maluszek / fot. Paweł
 
 Dingo wygląda jak poczciwy psiak a w rzeczywistości jest bardzo agresywny - spotkaliśmy jednego na outback'u / fot. Paweł
 
 Lone Pine Sanctuary / fot. Paweł
 
 Czas wynurzyć się z torby / fot. Paweł
 "Nie mart się mały! Człowieki jutro też przyjdą!" / fot. Paweł
 Co by tu zjeść?
 W rosyjsko-polskich delikatesach
 Spragnione książek
 U Roya
 Placki ziemniaczane, że palce lizać!
 W gościenie u Roya (Thank you!)
384
 Soczyste stejki z kangura.


wroc1 wzor dalej2


Showcases

Background Image

Header Color

:

Content Color

:

Our website is protected by DMC Firewall!