czol1050c

2-6 wrzesień 2013 roku (390-394 dzień)

105

 

Wali jajem! Musimy zbliżać się do Rotorua, gdzie królują gejzery, gorące źródła i błotne kipiele. Chwilę kręcimy się po miasteczku i jeszcze przed wieczorem ruszamy nad jezioro Okareka, gdzie zaczyna się szlak wokół jeziora Okataina. Ta z pozoru niewymagająca wycieczka okazała się sprawdzianem naszych harcerskich umiejętności. Po pierwsze zapomnieliśmy dotankować paliwa do gotowania. Cóż to jednak za problem, przecież po drodze łączą się ścieżki, jest parking więc i samochody, a ludzie w Nowej Zelandii są super pomocni. Rzeczywistość okazała się bardziej brutalna. Do parkingu było za daleko, więc zastukaliśmy do eleganckiego resortu, przy wejściu na drugą część szlaku.

 

- Dzień dobry, czy znalazłoby się może troszkę paliwka do buteleczki, tak za dolara?

 

- Paliwko jest, ale my tu daleko od miasta mieszkamy, więc mogę je sprzedać za 10 dolarów.

 

- 10 dolarów za szklankę benzyny???

 

- No, mogę zejść do 7.

 

No nie, tak to my się nie będziemy bawić. Podziękowałam, dałam do zrozumienia, że przez panią z głodu zginiemy w tym lesie, odwróciłam się na pięcie i poszłam. Nie wiem jakie procesy myślowe zaszły w tym czasie w mózgu menadżerki. Grunt, że zdała sobie chyba sprawę z absurdalności całej sytuacji, wybiegła i zawołała, że może mi trochę odlać, bo tak sobie pomyślała, że jakby ona była w obcym kraju, wilki jakieś itd.

 

Do zatoki Humpray dotarliśmy już po ciemku, za to z zapasem paliwka. Ugotowaliśmy kolację i wyczerpani poszliśmy spać. Nad ranem okazało się, że nic nam po pełnej, z trudem zdobytej buteleczce skoro w zapalniczce skończył się gaz, a zapałki zamokły. Stwierdziliśmy, że nie będziemy uciekać się do jaskiniowych sposobów patyczkiem o drewienko i stojąc przed groźbą głodu, skróciliśmy naszą wycieczkę. I dobrze, bo całe popołudnie padało, zatoka okazała się mniej malownicza niż myśleliśmy, a do Rotorua podwiózł nas właściciel słynnego resortu z limitowaną benzyną. Oj, korciło nas żeby podpytać czy to on ustalił cenę za paliwo dla potrzebujących.

 

Nasza obfitująca w ogniowe porażki wycieczka i deszcz przekonały nas, że przyda nam się trochę lenistwa w ciepełku. Zabunkrowaliśmy się w hostelu na półtora dnia z przerwą na spacer w sekwojowym parku. Kiedy w końcu zaświeciło słońce, zaopatrzeni w kanapki z mielonym, ruszyliśmy w trasę do Wai-o-tapu pooglądać gejzery, kratery i kolorowe gorące źródła.

wroc1 wzor dalej1
106
Przestrzeganie przepisów mają tu we krwi.
Rotorua
Miasteczko Rotorua i jej okolice słyną głównie ze zjawisk geotermalnych.
Rotorua
Niektóre źródełka są bardziej, a niektóre mniej zachęcające.
Rotorua
W parku miejskim
Rotorua
W parku miejskim
Rotorua
Niestety okolice Rotorua pozbawione są możliwości swobodnego kempowania. Na zasłużony odpoczynek udaliśmy się więc nad pobliskie jezioro Okareka.
Rotorua
Jezioro Okareka
Rotorua
Ruszamy w las. Plan mamy ambitny zważając na nasze plecako-spiżarki.
Rotorua
Trochę tu swojsko i trochę egzotycznie zarazem.
Rotorua
Ponga, czyli endemiczne drzewka w Nowej Zelandii.
Rotorua
Widok ze wzgórza na okoliczne oczka wodne.
Rotorua
Jezioro Rotorua
Rotorua
Zdobywca... rusztowania na wzgórzu.
Rotorua
 Liścik dla tych co natkną się na samotne plecaki.
Rotorua
Docieramy do jezioro Okataina.
Rotorua
Do miejsca biwakowego doczłapaliśmy już po zmroku. A oto widok o poranku z zatoki Humpray. W tle góra Tarawera.
Rotorua
Kąpiel w piasku
Rotorua
Namiot obdarty ze skóry.
Rotorua
Zatoka Humpray
Rotorua
Jezioro Tarawera
Rotorua
Powrót w stronę cywilizacji.
Rotorua
Na wyciecze w Redwoods.
Rotorua
Park jest ogromny, więc możemy rozchodzić nasze obolałe gnaty.
Rotorua
Wychodkowy wizjer
Rotorua
Redwoods
Rotorua
Potężna sekwoja - z rodziny cyprysowatych jakby ktoś pytał :)
Rotorua
Redwoods
Rotorua
A w dole gorące źródła.
Rotorua
Widok na miasto i jezioro Rotorua.
Rotorua
Trochę zieleni
Rotorua
Żywa bombka choinkowa
Rotorua
Tu jak w Indiach - przed sklepem należy zdjąć obuwie.
Rotorua
Z tęsknoty za Polską... Dziś mielone!
Rotorua
Wcinamy aż się uszy trzęsą!
Rotorua
... powiedziała sowa (a może to Wronka?)
Rotorua
Nikt się nie zatrzymuje to znak, że stoimy w złym miejscu. Ruszamy w to "dobre".
Rotorua
Wai-o-tapu, czyli gejzery i inne geotermalne dziwy.
Rotorua
Okolice aż naszpikowane są wulkanicznymi bajorkami.
Rotorua
Wai-o-tapu
Rotorua
Trochę za gorąco na kąpiel.
Rotorua
Wai-o-tapu
Rotorua
Różne kolory to zasługa minerałów.
Rotorua
Ostrygowe dżakuzi
Rotorua
Wai-o-tapu
Rotorua
Wai-o-tapu
Rotorua
Nad rzeczką
Rotorua
Wai-o-tapu
Rotorua
Na deptaku, a raczej przed nim.
Rotorua
Ulubiony kolorek
Rotorua
Ten równie śliczny - na zdjęciu jednak aż tak bardzo nie bije po oczach.
Rotorua
Nowozelandzka papużka - czyli kiwi na ramieniu.
Rotorua
Okolice Wai-o-tapu.
Rotorua
Jadźwing w błotnym spa.
Rotorua
No i znowu głowy nie umyję.
Rotorua
Za to stopy sobie konkretnie wymoczyliśmy.

 

wroc1 wzor dalej1


Showcases

Background Image

Header Color

:

Content Color

:

Our website is protected by DMC Firewall!