czol1050c

3-6 listopad 2012 roku (87-90 dzień)

001

 

    Jak powiada przewodnik góry Zhangjiajie były inspiracją dla twórców Avatara. Znając jednak zdolność Chińczyków do budowania i podrabiania mogło być również odwrotnie. Jakby nie było, krajobrazy faktycznie przypominają te filmowe i naprawdę zachwycają. Oczywiście nie obyło się bez betonowych schodów, gigantycznej windy i pokrzykujących wycieczek, ale tym razem nie pozwoliliśmy, żeby takie szczegóły przeszkodziły nam w podziwianiu. Na dokładkę ku naszej uciesze co pewien czas przyłapywaliśmy stada makaków przy swoich codziennych czynnościach typu iskanie czy nurkowanie w zimnym strumieniu.

    Ponieważ pierwszego dnia przyjeżdżamy około południa dzień dość szybko nam się kończy. Tym razem śpimy w hostelu. Żeby nie chodzić dwa razy tą samą drogą wybieramy boczną dróżkę, która wydaje się krótsza od głównej. Niestety to tylko pozory bo na mapce nie ma zaznaczonych wysokości i okazuje się, że ostatnie 40 minut drogi pokonujemy w zupełnych ciemnościach i w dodatku po najbardziej stromych i długich schodach w całym parku. Kolejnego dnia przechodzimy jeszcze jednym „schodowym” szlakiem i postanawiamy zmienić klimaty. Jedziemy kawałek dalej nad jezioro Baofang. Na miejscu okazuje się, że w ramach biletu jest rejs łódką z przewodnikiem. Nam trafia się przewodniczka zgrywuska. Cała wycieczka zaśmiewa się. Atrakcji jest jednak więcej. Zza skały wyłania się łódka, a z łódki dziewczę w stroju ludowym śpiewa pieśń. Kawałek dalej w innej łódce jakiś młodzian również śpiewa. Nie ma innej możliwości, dostajemy głupawki. Śmiejemy się z żartów przewodniczki, krzyczymy „bis” śpiewakom i pozdrawiamy mijające nas łódki. Chyba zchinieliśmy do reszty (patrz zdjęcie Krzyśka w serduszko-kłódce).

    Koniec zabawy, z samego rana wracamy do miasteczka bo mamy ciężko wywalczone bilety na pociąg do Chengdu. Kupowanie biletów kolejowych w Chinach może wyprowadzić z równowagi nawet świętego. Dużo osób podróżuje i już na kilka dni przed odjazdem często nie ma biletów. Dotyczy to szczególnie kuszetek. Wycwaniliśmy się i zrobiliśmy wydruk kilku możliwych połączeń z nazwami po chińsku, tak żeby nie odesłano nas z kwitkiem. Wydawało nam się, że chociaż w jednym z pociągów ostaną się jakieś miejsca leżące, ale po nierównej walce i tak odchodzimy od kasy z biletami na tzw. twarde siedzenia. Po kilkunastu godzinach takiej jazdy pociągowe siedzenia mają się dobrze, czego nie można powiedzieć o naszych.

wroc1 wzor dalej1

 

 

 

002

W centrum miasta, na trzecim piętrze, hostelowy ogród i domek w Zhangjiajie.

Wspólne uliczne oglądanie "Klanu". Już wiemy gdzie się podział Rysiek... Tu gra rolę kuzyna szwagra przyrodniego brata komendanta policji w prowincji Hunan.

 Zhangjiajie i niesamowite góry na północy miasta.

 Przed wejściem do Parku Narodowego Zhangjiajie.

 Przybyli!

 Jeszcze tylko odcisk kciuka i można ruszać podziwiać przyrodę. To się nazywa personalizacja biletu do parku.

Park Narodowy Zhangjiajie

 Krzysztof - może go wkońcu wypatrzą i zostanie "czajnis tap madl".

 Kolejna wspaniała sentencja.

 To chyba była jakaś święta góra.

Park Narodowy Zhangjiajie

Park Narodowy Zhangjiajie

Park Narodowy Zhangjiajie

 Makaki

 Popis zwinności

Park Narodowy Zhangjiajie

Park Narodowy Zhangjiajie

Park Narodowy Zhangjiajie

 To niby szczyt "Pięć Palców" - Jadźwing jest siódmy, więc jest jednak 6+1.

Park Narodowy Zhangjiajie

Park Narodowy Zhangjiajie

Park Narodowy Zhangjiajie

"Organism" - tu palacze wyrzucają swoje płuca (albo wypluwają - to ma swój chiński sens).

Park Narodowy Zhangjiajie

 Tu też można było oszczędzić sobie wysiłku i wjechać kolejką.

Park Narodowy Zhangjiajie

 Coś jej chyba utkwiło między jedynkami.

'

 Małpa w (po) kąpieli. Pierwszy raz widzieliśmy te pocieszne zwierzaki na wolności a nurkujące to nawet pierwszy-pierwszy raz.

 Pit stop L1 (L jak lektyka oczywiście).

Park Narodowy Zhangjiajie

Park Narodowy Zhangjiajie

Park Narodowy Zhangjiajie

 To nie jest zabijanie niewinnych zwierzątek - to po prostu pranko.

Park Narodowy Zhangjiajie

Park Narodowy Zhangjiajie

 Było blisko...

 Chińczycy "kłódkują" swoją miłość. To takie romantyczne! Połączeni po kres, dopóki rdza nas nie rozłączy!

Park Narodowy Zhangjiajie

 Nazwany pierwszym mostem na świecie - naturalnie połączone skały na wysokości kilkuset metrów.

Żółwiowy basen

 Pieniążki kochane! Miedziaki bezprawnie zabrane żółwiom.

Park Narodowy Zhangjiajie

 Tym razem może zjedziemy windą.

 Winda do nieba. Tłumy waliły na górę, a my samiuteńcy pojechaliśmy do piekła.

 Ciuchcia dla leniwych

Drzemka w oczekiwaniu na klienta.

 Park Narodowy Zhangjiajie

Park Narodowy Zhangjiajie

Park Narodowy Zhangjiajie

 Widok na rzeczkę Jinbian

Park Narodowy Zhangjiajie

Park Narodowy Zhangjiajie

Park Narodowy Zhangjiajie

Jezioro Baofeng

Solistka

 Przewodniczka była bardzo zabawna. Chyba nasz chiński jest z dnia na dzień lepszy. Świetnie spędziliśmy czas wśród roześmianych współpasażerów.

Jezioro Baofeng

Jezioro Baofeng

Jezioro Baofeng

 Jezioro Baofeng

W pobliżu jeziora Baofeng

Wulingyuan - coś za ładny ten wodospad żeby był naturalny. Chińskie macki są wszędzie.

 Murzynek Bambo

 Pychotka! Zachęciła nas ta knajpka mimo, że już byliśmy najedzeni.

 Miasteczko Wulingyuan

Pamiątka z Parku Nadorowego Zhangjiajie.

 

wroc1 wzor dalej1

 

 




Showcases

Background Image

Header Color

:

Content Color

:

Our website is protected by DMC Firewall!